Stawiamy na niezależność

Udostępnij artykuł

Jakie były początki firmy Bis-Bel?

Firma ruszyła 1 stycznia 1991 roku. Na początku sytuacja była bardzo sprzyjająca. Marże były wysokie, a ceny szybko rosły. Każdy kto tylko dysponował pojemnościami magazynowymi kupował paliwo i na tym zyskiwał. To były naprawdę dobre czasy. Znacznie łatwiej było rozwijać firmę, realizować nowe inwestycje, uruchamiać kolejne stacje.

Dobre czasy jednak się skończyły…

No właśnie. Kilka lat temu wszystko siadło. Marże na paliwie spadły do 7-10 groszy na litrze. Takie były warunki dyktowane przez Orlen i Lotos, a mniejsze sieci stacji, takie jak Bis-Bel nie mogły się przecież wychylać z ceną i wyświetlić na pylonach wyższych cen niż Orlen czy Lotos. To był dla firmy trudny moment. Przedsiębiorstwo zaczęło notować straty, na dodatek na właścicieli stacji został nałożony nowy, kosztowny obowiązek – dostosowanie stacji do nowych wymogów ochrony środowiska. Podstawowym celem dla Bis-Bel było wówczas utrzymanie się na rynku. Nie było jednak łatwo. W szczytowym momencie firma zatrudniała ponad 130 pracowników, trzeba było jednak przeprowadzić redukcje co zmniejszyło liczbę pracowników o połowę.

Udało się jednak wyjść na prostą?

Udało się. Oczywiście czasy w dalszym ciągu nie są łatwe. Ale jest znacznie lżej niż kilka lat temu. Marże są na poziomie 30-35 groszy na litrze, czasem 40 groszy i to jest już przyzwoity poziom. Firma może swobodnie funkcjonować.

Czy Bis-Bel ma w planach jakieś inwestycje w najbliższym czasie?

Na przełomie maja i czerwca na stacji w Kostrzynie Wielkopolskim oddamy nową myjnie bezdotykową. Dwustanowiskową, bo w chwili obecnej na taką mamy pozwolenie, ale docelowo chcemy by do dyspozycji kierowców były trzy stanowiska. To będzie myjnia firmy Abox – prosta i ładna. Mamy już je na innych stacjach i jestem z nich zadowolony, myślę że podobnie będzie w tym przypadku. W podobnym terminie zostanie też otwarta okręgowa stacja kontroli pojazdów przy stacji w Biskupicach oraz myjnia przy tym samym obiekcie. Będzie to myjnia dla samochodów ciężarowych, dedykowana dla autocystern. Oprócz tego stanie tam również dwustanowiskowa myjnia dla samochodów osobowych.
Jak widać firma stawia na usługi dodatkowe. To chyba bardzo istotny kierunek w obecnych warunkach?
Zgadza się. Na dodatkowych usługach typu myjnia można przyzwoicie zarobić. Jest to również zachęta dla kierowców do tego, aby odwiedzili stację. Mamy bardzo ładny obiekt w Wągrowcu, który na początku był deficytowy. Wszystko się jednak zmieniło, gdy stanęła tam myjnia. Klienci podjeżdżali by umyć samochód, a przy okazji tankowali paliwo. Nie tylko myjnie są opłacalne. Warto dostarczać klientom również inne usługi i produkty pozapaliwowe. Na przykład na naszych stacjach sprzedajemy węgiel opałowy w workach, który klienci chętnie kupują, przyczyniając się w ten sposób do zwiększenia przychodów stacji.

Czy firmie udało się już zmodernizować wszystkie zbiorniki, tak aby spełniały nowe wymogi wchodzące w życie z końcem 2012 roku?

Największa część pracy, czyli dostosowanie zbiorników udało nam się już zakończyć. Zostało nam jeszcze tylko odprowadzenie wód gruntowych. Z resztą mieliśmy już z tego powodu problemy…

Jakie?

Pod koniec grudnia zakończył się okres na jaki została nam przyznana koncesja dla stacji w Grabównie i Pomarzanowicach. URE zamiast nam ją jednak przedłużyć stwierdził, że ze względu na brak odprowadzenia wód opadowych nie może przedłużyć koncesji. Stacje musiały zostać zamknięte i nie działały 1,5 miesiąca… Urząd oczywiście nie miał racji, do czego się ostatecznie przyznał – przeprosił nas i dał koncesję na następne lata. Ale Urząd Regulacji Energetyki to nie jedyna instytucja, która uprzykrza nam życie. Jakiś czas temu zostaliśmy ukarani przez UOKiK za to, że sprzedawane przez nas paliwo nie spełniało norm jakościowych. Z badań wynikło, że olej napędowy z naszej stacji miał nieodpowiednią temperaturę zapłonu. Ale wynikało to stąd, że w takie paliwo zaopatrzyliśmy się w bazie w Rejowcu Poznańskim. Z urzędem trudno jednak dyskutować i pomimo braku winy z naszej strony zostaliśmy ukarania karą w wysokości 100 tys. zł. Cały czas procesujemy się w sądzie, aby dojść swoich racji.

Co Pan sądzi o współpracy w ramach umowy franczyzowej z dużymi koncernami?

Dwie z naszych stacji działają pod logo Bliska. Wyniki finansowe, jakie przynoszą te stacje są jednak na takim poziomie, że nie zamierzam po zakończeniu okresu umowy kontynuować tej współpracy. Właściciel stacji, który jest związany umową franczyzową nie ma możliwości manewru podczas kupowania paliwa. Przedsiębiorca niezależny może negocjować – jeśli mu nie odpowiada paliwo od jednego dostawcy, to kupuje u drugiego. Obecnie drożej muszę płacić za paliwo z Orlenu, które sprzedaje na stacjach Bliska niż za paliwo od tego samego dostawcy, które kupuję na pozostałe stacje. Przedstawiciele koncernu zapominają również czasem o tym, że współpraca ma mieć partnerski charakter, a stacja należy do właściciela stacji, nie do koncernu. Myślę, że z podobnymi problemami muszą borykać się właściciele
stacji, którzy zdecydowali się na franczyzę z innymi koncernami.

Jeśli nie franczyza, to może warto przyłączyć się do takich grup jak Delfin czy Huzar?

Bis-Bel to obecnie 10 stacji paliw. Wraz z innymi zaprzyjaźnionymi stacjami tworzymy grupę liczącą 17 stacji. To daje nam dość dużą siłę przebicia i możliwość negocjowania atrakcyjnych cen za paliwo.
Ramka:

Bis-Bel
Firma Bis-Bel jest operatorem sieci 10 stacji paliw, z których większość zlokalizowana jest w woj. wielkopolskim. Stacje znajdują się w Biskupicach, Kostrzynie Wielkopolskim, Pobiedziskach, Pomarzanowicach, w Kłecku, Wągrowcu, Grabównie, Wysokiej, Debrznie oraz Żydowie. Na wszystkich stacjach znajdują się sklepy, część obiektów ma myjnie, na niektórych znajdują się bary, w których może się pomieścić ponad 50 klientów. Przy jednej stacji działa stacja kontroli pojazdów. Dwie ze stacji należących do firmy Bis-Bel Pierwsza stacja Bis-Bel została uruchomiona w 1991 roku. Firma zatrudnia ok. 70 osób.

Połowa stacji w Polsce to nadal obiekty niezależne

48 proc. wszystkich stacji w Polsce to wciąż obiekty niezależne. Ich udział w rynku systematycznie maleje. Niezależni operatorzy wchodzą we franszyzę dużych sieci lub wypadają z rynku. Część z nich łączy się w większe grupy prowadzące wspólna politykę zaopatrzeniową i inwestycyjną.

Według danych Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego aż 48 proc. stacji w Polsce to obiekty niezależne. Dla porównania Orlen, będący liderem na rynku dysponuje udziałem w wysokości 26 proc., a BP i Shell po 5,7 proc.
Eksperci z Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego podkreślają jednak, że udział stacji niezależnych w rynku systematycznie maleje. "Konkurencja na rynku detalicznym powoduje, iż marże osiągane przez wszystkich operatorów są na niskich poziomach, co dla części operatorów
niezależnych oznacza nieopłacalność prowadzenia działalności gospodarczej.Metodą wyjścia z tej sytuacji jest kontynuacja wspólnej polityki zaopatrzeniowej i inwestycyjnej pozwalającej na korzystniejsze zakupy i obniżenie kosztów logistyki. Taką praktykę stosują stacje operujące pod marką Delfin, Huzar, Moja Stacja czy WW Energy" – podsumowują eksperci z Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego.

 

Opublikowano: 11.05.2010
Aktualizacja: 11.05.2010