
Fot. Shutterstock
Przez osiem lat plastikowe karty, posiadające kod z określoną kwotą na zakupy w sklepach z ubraniami, sklepach muzycznych oraz w wielu innych, były najbardziej poszukiwanym w sklepach prezentem dla bliskich.
Szacuje się, że w Stanach Zjednoczonych w ciągu 2014 roku zostało zakupionych aż 2 miliony kart podarunkowych, przy czym każda z kart umożliwiała zakup prezentu za kwotę średnio 50 dolarów.
Jak się okazuje, karty podarunkowe, które potencjalnie mogą znaleźć się w każdej placówce handlowej, znalazły uznanie na amerykańskim rynku. Obecnie oczekuje się, że coraz większą popularność zaczną zdobywać wirtualne karty podarunkowe, tzw. e-karty. Do ich zakupu oraz wręczenia bliskiej osoby nie będzie trzeba się ruszać z miejsca. Wszystkie niezbędne czynności będzie można wykonać siedząc przed komputerem. W Stanach Zjednoczonych rynek e-kart wynosił w zeszłym roku 5 proc.
Doświadczenia amerykańskie trudno będzie chyba przenieść na rynek polski. Przyzwyczailiśmy się, że z kart podarunkowych coraz częściej korzystają firmy, aby przy różnych okazjach wynagradzać pracowników. Jednak jeśli chodzi o prezenty kupowane indywidualne, wciąż jesteśmy chyba konserwatystami. Kupowanie prezentów to dla nas proces, w który angażujemy się emocjonalnie. Problemy jednak pojawiają się, gdy prezent nie jest trafiony. Wielu z nas na zawsze pozostawia je ukryte głęboko w szafach lub po jakimś czasie przekazuje je komuś innemu.
W Stanach istnieje zupełnie inna tradycja. Prezenty wręcza się z przypiętą metką, na której jest cena, faux pas, nie jest również przekazanie paragonu. Jeśli obdarowany nie jest zadowolony, uzyskuje w ten sposób wszystkie narzędzia, aby nietrafiony „gift” wymienić.
Może także z tego względu w USA „gift cards” cieszą się coraz większą popularnością? Dzięki nim można ominąć proces trudnego wyboru, unika się w ten sposób niezręcznych sytuacji, w tym niezadowolenia obdarowanego. On sam podejmuje decyzję.
W Polsce coraz częściej przy sklepowych kasach można zobaczyć stojaki z kartami podarunkowymi. Powoli zaczynamy po nie sięgać, lecz daleko nam jeszcze to nawyków już wyrobionych w społeczeństwie amerykańskim. Wydaje się jednak, że karty także u nas mają szansę zwiększyć liczbę zwolenników. Być może dobrym miejscem do ich dystrybucji staną się sklepy na stacjach paliw.
