SP 190 w lipcu 2013 roku, jeszcze przed zamknięciem. Fot. Google Maps
Obie stacje są dziedzictwem po Centrali Produktów Naftowych, po której Orlen przejął stacje. Małe, od dawna nieremontowane, z przestarzałą i niespełniającą nowych norm infrastrukturą techniczną.
Jak się okazuje, sprawa rozbiórki stacji nie jest wcale tak prosta, jak mogłaby się wydawać. O ile rozłożenie pawilonu, zerwanie nawierzchni, usunięcie przyłączy w przypadku stacji zlokalizowanej w Zamościu nie sprawi większych problemów, o tyle wydobycie z ziemi jej zbiornika nie będzie już takie proste. SP 190 jest położona na terenie podlegającym kontroli konserwatora zabytków. A ten pod swoją kuratelą ma także zabytkowy drzewostan w pobliżu stacji. Wydano zgodę tylko na wycinkę jednego drzewa, wycięcie pozostałych nie jest możliwe, gdyż groziłoby dotkliwymi karami finansowymi. Wykopanie zbiornika bez usuwania drzew nie zamyka problemów. Jeśli operacja byłaby przeprowadzona niestarannie, zerwano by lub uszkodzono korzenie drzew, które w rok po pracach zaczęłyby wskutek tego obumierać, właścicielowi również grożą kary finansowe.
Dlatego firma przeprowadzająca takie prace musi wziąć pod uwagę nawet opcję bocznego wkopu i ręcznego wycinania fragmentów zbiornika — choć w przypadku SP 190 mowa jest o pięciu zbiornikach. Na pracach rozbiórkowych się nie skończy. Zgodnie z przepisami, gleba, która w trakcie lat funkcjonowania stacji była narażona na wycieki substancji ropopochodnych musi zostać poddana bioremediacji.
Likwidacja stacji w Niedrzwicy będzie zapewne bardziej czasochłonna, gdyż obiekt jest dużo większy od tego w Zamościu. Pod stacją natomiast znajdują się cztery zbiorniki na paliwa, których likwidacja nie powinna przysporzyć tyle trudności, jak w opisanym powyżej przypadku.
Na koniec pozostaje napisać, że cieszy fakt, iż PKN Orlen zwraca tak dużą uwagę na ekologiczny aspekt swoich inwestycji i w pełni współpracuje z instytucjami państwowymi w tym zakresie.
