Spadek popytu będzie zdaniem Nicholasa Vandervella skutkiem kilku czynników. Jednym z nich jest prawodawstwo Unii Europejskiej w zakresie redukcji emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Przewidywane przyczyny mają charakter nie tylko prawny, lecz także ekonomiczny. Do tych ostatnich należy zmiana środków transportu, zwiększona wydajność samochodów i ostrożna reakcja konsumentów na wysokie ceny ropy.
Nicholas Vandervell przedstawił fakty na temat brytyjskiego rynku paliwowego, które mogą posłużyć jako wyznaczniki dla dojrzewających rynków. Jak podsumował, w 2009 roku w Wielkiej Brytanii działało nieco ponad 8,9 tys. stacji benzynowych, podczas gdy w roku 1970 liczba ta wynosiła 37,5 tys. Rynek ten podzielony jest między siedem największych firm paliwowych, które są członkami UKPIA (m.in. BP, Shell, ConocoPhilips czy Total), 29 marek niezależnych i siedem głównych sieci hipermarketów, które prowadzą stacje paliw.
Dla potrzeb własnych zestawień UKPIA traktuje stacje franczyzowe jako niezależnych operatorów. Ci „niezależni” prowadzą 5,8 tys. stacji pod markami dużych firm. 2 tys. lokalizacji należy bezpośrednio do koncernów. 1,2 tys. stacji paliw, które działają przy supermarketach, odpowiada za 40 proc. sprzedaży detalicznej.
Jak przekonywał dyrektor UKPIA, ciężki los spotyka także brytyjskie rafinerie. Z ośmiu z nich jedna została zamknięta, a trzy, być może nawet cztery, zostaną sprzedane. Jak podkreślono w panelu dyskusyjnym, rafineriami takimi zainteresowane mogą być np. europejskie kraje, w których występuje ropa, a nie ma takich zakładów. Dla takich krajów opłacalny może być zakup rafinerii nieopłacalnej z punktu widzenia wielkich koncernów. Tymczasem – jak podsumował swoje wystąpienie Nicholas Vandervell, rafinerie i niezależni operatorzy stacji paliw są jak zagrożone gatunki zwierząt. Jeśli wyginą – wyginą na zawsze.
