Wiele z tych dokumentów, wydawanych jest prze różne urzędy i instytucje państwowe i to one na podstawie swych umocowań prawnych decydują o użytkowaniu obiektu w stosownym zakresie.To one są władne do bieżącej kontroli czy dany właściciel narusza prawo działając bez konkretnego zezwolenia czy też decyzji. Żądanie np. świadectw legalizacji dystrybutorów to jawne kontrolowanie urzędu przez urząd – UM przez URE. Świadectwa legalizacji to tylko i wyłączna domena UM. To ten urząd egzekwuje ich posiadania i nakłada kary za ich brak. Tak samo z UDT. To UDT sprawuje pieczę nad zbiornikami na stacji paliw. Co roku są one kontrolowane przez urzędnika UDT. Dokonuje on wtedy stosownych zapisów – zaleceń w dokumentacji zbiorników i sprawdza ich realizację przy następnej kontroli.
Stacja paliw to nie igła w stogu siana. Jest to biznes transparentny i nie ma takiej służby urzędniczej, która by jej nie kontrolowała i to co najmniej raz na rok. Urzędy przeprowadzają kontrolę i wydają decyzję wg planów i harmonogramów ustalanych stosownie pod siebie. Urzędy, od których decyzji zależy możliwość prowadzenia stacji paliw to: m.in. PIH, Sanepid, US, PIP, UDT, UM, PSP, Kominiarz, UOKiK, UC, Urząd Gminy, Starostwo Powiatowe, DDKiA, WOŚ, Sąd, KRS, Urząd Statystyczny. URE… na pewno coś zostało pominięte. Właściciel stacji paliw gromadzi stosy dokumentów wydawanych przez ww. instytucje i te właśnie stosy dokumentów wymaga URE w kopiach najlepiej potwierdzonych notarialnie.
Rozżalenie właścicieli stacji paliw przedłużających koncesję jest ogromne. Urzędnicy regionalnych oddziałów URE dosłownie im uwłaczają swoimi żądaniami, a właściciele są to przecież ludzie, dzięki którym wspomniani urzędnicy mogą pracować. Właściciele muszą poświęcać (czytaj: marnować) mnóstwo czasu wielokrotnie reagując na niezrozumiałe żądania urzędników URE. Na stronie internetowej URE są wskazane wymagane zasady, dokumenty, ale „diabeł tkwi w szczegółach”. Żaden z tych urzędników na pewno nie chciałby się zamienić na ten czas z właścicielem. O zgrozo! Co z przyjaznym państwem?
Nasuwa się pytanie, po co to wszystko i czemu ma służyć? Jedno jest pewne – chodzi o kasę, jaką każdy dokonujący obrotem paliwami, musi płacić do końca marca każdego roku. Jest to 0,0004 obrotu rocznego netto na paliwach za poprzedni rok, wpłacane na konto URE. Tylko sam znój, trud i obciążenia, a korzyści żadnych. Poza tym, życie pokazało, że udzielenie koncesji posłużyło i służy jedynie stworzeniu możliwości nakładania horrendalnych kar na właścicieli stacji paliw przez URE. Każdy z wcześniej wymienionych urzędów w przypadku nieprzestrzegania jego decyzji nakłada na właściciela sankcje, mandaty i kary, powiadamiając o tym też URE, który z kolei dodatkowo karze dotkliwie (w wysokości 0,5% – 1,5% obrotu).
O ironio! Tak ukarać można tylko właściciela stacji paliw, który transparentnie prowadzi swoją działalność, który prowadzi szczegółową dokumentację. Zaś „facet”, którzy sprzedaje paliwo przez żadnych pozwoleń, decyzji, koncesji kształtując szarą strefę, może być ukarany grzywną do 5 tys. zł. Nie musi on godzinami, dniami, tygodniami czy też miesiącami ślęczeć w urzędach, aby uprawomocnić swe działania. To taki sobie „chichot losu”. Przedsiębiorca, który dokłada wszelkich starań, poświęca się i przestrzega litery prawa jest traktowany jak „chłopiec do bicia” i to w majestacie urzędniczej solidności URE. Jest to nic innego jak nadużywanie pozycji urzędu nad pozycją przedsiębiorcy, a to on właśnie powinien być otoczony szacunkiem, że się odważył. To on ryzykuje swym majątkiem za swe decyzje. Urzędnik nie ponosi żadnej kary i odpowiedzialności. To w końcu przedsiębiorca generuje PKB a nie urzędnik.
W świetle powyższych faktów staje się jasne, że udzielanie koncesji to „madejowe łoże” dla tych, którzy o nią się starają. Nie ma ona wpływu na eliminowanie szarej strefy. Służy dublowaniu wszelkich egzekucji i to w wielokrotnej skali. Służy przez okres dziesięcioleci do pobierania haraczu. Koncesja to kierat, zero ułatwień, korzyści. Koncesja – jej uzyskanie powinno być definitywnie zniesione. To między innymi ta konieczność, jej konsekwencje stały się wodą na młyn rozlewającej się szarej strefy.
Marek Pietrzak, prezes Stowarzyszenia Niezależnych Operatorów Stacji Paliw (SNOSP)
