– Wybór właściwego franczyzodawcy to połowa sukcesu moich stacji. Trzykrotnie zmieniałem brand, działałem w barwach Shella, Orlenu i BP. Mogę porównać te trzy oferty, chociaż nie wolno mi tego robić publicznie. Umowy są obwarowane zakazami, nie można ujawniać żadnych informacji dotyczących współpracy franczyzowej – mówi właściciel dwóch stacji paliw. Zastrzega, że nie mogę ujawnić nie tylko jego nazwiska, ale także nazwy regionu, a tym bardziej województwa, gdzie znajdują się jego stacje. – Boję się, że mnie zlokalizują. Koncerny mają na usługach sztab prawników. Wyśledzą i będą ciągać po sądach. Znam ludzi, którzy słono zapłacili za ujawnianie „tajnych” informacji, czytaj: „jak koncerny doją frajerów.” Jeżeli ktoś się odważy powiedzieć złe słowo o swoim brandzie, to tylko nieoficjalnie. A jeśli interes idzie słabo i ktoś chce się wycofać, wówczas udzielenie takiej informacji osobie postronnej może grozić wysokimi karami dla franczyzobiorcy – i to nawet kilka lat po zakończeniu współpracy z franczyzodawcą. Wszystko to jest zapisane w umowach, są również wymienione astronomiczne kary za „ujawnianie tajemnicy handlowej”, a tajemnicą jest niemal wszystko. Tylko nazwa sieci jest jawna.
Cały artykuł można przeczytać w marcowym numerze:
STACJA BENZYNOWA & CONVENIENCE STORE
ZAWSZE BEZPŁATNY DOSTĘP DO PEŁNEGO WYDANIA
link do aktualnego numeru: Marzec 2017
