Spadek notowań ropy nie musi oznaczać szybkich obniżek cen benzyny i oleju napędowego. Coraz większe znaczenie mają ograniczone moce przerobowe rafinerii, niskie zapasy produktów gotowych oraz zakłócenia w ich dostawach. Najbardziej napięta pozostaje sytuacja na rynku diesla.

Na światowym rynku paliw coraz wyraźniej widać rozdźwięk między cenami ropy a notowaniami produktów rafineryjnych. Surowiec może tanieć, ale jeżeli rafinerie ograniczają produkcję albo pracują na granicy swoich możliwości, ceny benzyny, oleju napędowego i paliwa lotniczego pozostają pod presją.

Dla rynku detalicznego oznacza to, że spadek cen ropy Brent nie musi automatycznie i w krótkim czasie przełożyć się na obniżki na stacjach. Niższy koszt surowca może zostać zneutralizowany przez wzrost marż rafineryjnych, droższy transport lub ograniczoną dostępność określonych gatunków paliw.
Światowe rafinerie przerabiają mniej ropy
Według danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej globalny przerób ropy w lipcu wyniósł około 81 mln baryłek dziennie. Był tym samym o blisko 5 mln baryłek dziennie, czyli około 6 proc., niższy niż rok wcześniej.
Agencja zwraca uwagę, że znaczna część mocy rafineryjnych na Bliskim Wschodzie pozostaje niedostępna. Dodatkowym problemem są zakłócenia pracy rosyjskich zakładów oraz ograniczenia w handlu produktami naftowymi.
Mniejszy przerób oznacza ograniczoną podaż benzyny, oleju napędowego i paliwa lotniczego. W takiej sytuacji ceny produktów gotowych mogą zachowywać się inaczej niż notowania samej ropy.
Międzynarodowa Agencja Energetyczna wskazuje, że szczególnie wysokie pozostają marże rafineryjne w regionie Atlantyku. Jest to sygnał, że rynek płaci premię nie tylko za dostęp do surowca, lecz przede wszystkim za możliwość przetworzenia go na paliwa.
Rafinerie w USA pracują blisko granicy możliwości
Część niedoborów próbują uzupełniać Stany Zjednoczone. Jak wynika z analizy Reutersa, amerykańskie rafinerie przez ponad 11 tygodni wykorzystywały więcej niż 95 proc. swoich mocy produkcyjnych. Tak długi okres pracy na podobnym poziomie nie był notowany od ponad 25 lat.
Wysoki poziom wykorzystania instalacji pozwala zwiększać eksport paliw, ale jednocześnie ogranicza możliwość dalszego podnoszenia produkcji. Rośnie również ryzyko nieplanowanych awarii, zwłaszcza jeżeli zakłady odkładają remonty i prace konserwacyjne.
Rynek staje się przez to bardziej podatny na pojedyncze zdarzenia. Przestój dużej rafinerii może szybko przełożyć się na wzrost cen hurtowych, ponieważ dostępne rezerwy mocy produkcyjnych są niewielkie.
Największe napięcie na rynku diesla
Szczególnie trudna pozostaje sytuacja na rynku średnich destylatów, do których należą olej napędowy i paliwo lotnicze. Według danych Kpler, przytoczonych przez Reutersa, sierpniowy import lekkich i średnich destylatów do Azji był o 21 proc. niższy od średniego poziomu sprzed eskalacji konfliktu.
Ograniczona podaż przełożyła się na gwałtowny wzrost marż. Marża na oleju napędowym w Singapurze sięgnęła 71,29 dol. na baryłce, rosnąc o 226 proc. w porównaniu z okresem poprzedzającym zakłócenia. W przypadku benzyny skala wzrostu była mniejsza, ale również wyraźna.
Są to wskaźniki regionalne, dlatego nie należy bezpośrednio przekładać ich na ceny detaliczne w Polsce. Pokazują jednak kierunek zmian na globalnym rynku. Jeżeli paliwa są droższe w jednym regionie, eksporterzy mogą kierować tam większą część dostaw, ograniczając podaż na innych rynkach.
Europa może stracić kolejne moce produkcyjne
Obecne wysokie marże rafineryjne nie zmieniają długoterminowych problemów europejskiego sektora. Według prognozy S&P Global Energy, opisanej przez „Financial Times”, moce przerobowe europejskich rafinerii mogą do 2035 r. zmniejszyć się o około 20 proc., do niewiele ponad 9 mln baryłek dziennie.
Za zamykaniem zakładów przemawiają m.in. wysokie koszty energii i utrzymania instalacji, starzenie się infrastruktury, niepewność regulacyjna oraz przewidywany spadek popytu na paliwa kopalne.
Jednocześnie ograniczanie własnej produkcji zwiększa uzależnienie Europy od importu gotowych paliw. W okresach stabilnej podaży nie musi to powodować poważniejszych problemów. W sytuacji konfliktów, sankcji lub zakłóceń transportowych może jednak prowadzić do większej zmienności cen.
Dlaczego tańsza ropa nie wystarcza?
Cena ropy jest tylko jednym z elementów wpływających na koszt paliwa. Ostateczna cena zależy również od notowań benzyny i oleju napędowego na rynkach hurtowych, marż rafineryjnych, kosztów transportu, kursu dolara oraz sytuacji w handlu międzynarodowym.
Dla polskiego rynku szczególne znaczenie mają europejskie notowania produktów gotowych oraz kurs złotego wobec dolara. Spadek ceny ropy może więc zostać częściowo lub całkowicie zniwelowany przez osłabienie polskiej waluty albo wzrost cen benzyny i diesla w europejskim hurcie.
Dlatego ewentualne obniżki na stacjach mogą pojawiać się z opóźnieniem i być mniejsze, niż sugerowałaby sama zmiana notowań Brent.
Rynek paliw pozostanie podatny na zakłócenia
Obecnej sytuacji nie należy interpretować jako zapowiedzi trwałego niedoboru paliw. Jest to jednak wyraźny sygnał, że najważniejszym ograniczeniem rynku staje się zdolność do przerobu ropy oraz dostarczenia odpowiednich produktów tam, gdzie są potrzebne.
Trwalsze osłabienie presji cenowej będzie możliwe dopiero po zwiększeniu globalnego przerobu, odbudowie zapasów oraz ustabilizowaniu eksportu z Bliskiego Wschodu i Rosji. Do tego czasu ceny paliw mogą pozostawać wysokie i zmienne, nawet jeśli ropa będzie okresowo tanieć.
źródło: Reuters
Weź udział w naszym wydarzeniu – XXIV FOOD BUSINESS FORUM® 2026

© BROG B2B Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością sp.k.
Dalsze rozpowszechnianie powyższego materiału jest zabronione.


