
Spadki cen ropy w ostatnim półroczu. Źródło: Money.pl
Jedynie tankujący gaz nie poprawiają sobie nastroju odwiedzając stacje i porównując ceny, bo tu cyfry na wyświetlaczach zatrzymały się na stabilnym poziomie okolic 2,55 – 2,60 zł.
W ostatnich tygodniach Rosja, przeżywająca poważne problemy gospodarcze, w związku ze spadającymi cenami ropy, zabiegała u 12 krajów zrzeszonych w Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC) o zmniejszenie wydobycia, co spowodowałoby by wzrost cen na światowych rynkach. Organizacja pozostała jednak odporna na dyplomatyczne gry Rosjan i w ostatnich dniach listopada zdecydowała się zachować wydobycie na obecnym poziomie, nie dającym nadziei na zatrzymanie trendu. Tym samym jedna z przesłanek, która mogłaby spowodować, że pod koniec roku na stacjach zrobi się trochę drożej zniknęła z horyzontu.
W ciągu ostatnich pięciu miesięcy ceny ropy spadły o ponad 30 procent i osiągnęły najniższy poziom od czterech lat. Przełamana została kolejna psychologiczna granica 70 dolarów za baryłkę, czyli około 159 litrów. Warto zauważyć, że przed miesiącem było to jeszcze 86 dolarów. Teraz wygląda to bardzo podobnie tyle, że cyfry zamieniły się miejscami i jest to już 68 i ciągle spada.
– Decyzja OPEC już częściowo była uwzględniona w notowaniach, ale wszystko wskazuje na to, że będziemy obserwować dalszy spadek ceny tego surowca – przewiduje w Money.pl Urszula Cieślak, analityk rynku paliw z BM Reflex.
Cena ropy oczywiście w prosty sposób nie przekłada się na rachunki za tankowanie. Gdyby tak było, płacilibyśmy mniej o jedną trzecią. Trzeba jednak pamiętać, że blisko połowa ceny na stacjach to VAT i obciążenia podatkowe, dopiero druga połowa to ropa, proces jej obróbki i niezwykle ważna w tym ujęciu para walutowa. Drożejący dolar w znacznym stopniu może osłabić efekt tańszej ropy i odwrotnie, stały kurs spowoduje, że cena za baryłkę znajdzie swoje pełniejsze odzwierciedlenie w ostatecznym koszcie tego co w dystrybutorze.
