Przygraniczna stacja na celowniku gangsterów

Udostępnij artykuł

Szczecińska prokuratura okręgowa prowadzi śledztwo w sprawie wydarzeń, jakie rozegrały się w nocy z 20 na 21 kwietnia na przygranicznej stacji paliwowej w Krajniku Dolnym, należącej do firmy Setpol. Grupa kilkunastu uzbrojonych ochroniarzy w kominiarkach, w asyście pracowników firmy Apexim AB dokonała przejęcia stacji. Apexim w ubiegłym roku za 22 mln zł kupił od gminy nieruchomość, na której leży stacja. Kilkakrotnie wypowiadał dzierżawę, ale właściciel spółki Setpol – zgodnie z umową zawartą z gminą – ma prawo prowadzić tam działalność do lutego 2015 r. Po nocnym przejęciu stacji sąd nakazał oddać obiekt Setpolowi.

Prokuratura Okręgowa w Szczecinie prowadzi śledztwo, a właściciel Setpolu Stanisław T. szacuje straty – kiedy stacja była "pod okupacją" Apeximu, zniszczone zostały urządzenia i zerwane plomby z dystrybutorów. Tymczasem, jak się dowiedzieliśmy, w tej samej prokuraturze trwa śledztwo dotyczące napadu na właściciela stacji Setpol sprzed… 18 lat. W kwietniu 1995 r. pięciu zamaskowanych napastników napadło na jego dom. Brutalnie zrabowali mu ponad milion marek niemieckich w gotówce (wtedy dwa miliony zł). Policja wytypowała, a prokuratura oskarżyła o udział w napadzie trzech mężczyzn (dziś są biznesmenami), jednak dowody przeciwko nim były tak słabe, że sprawa została umorzona.

Cztery lata temu śledztwo podjęto na nowo, po tym, jak w rękach policji znalazł się Ukrainiec, bezpośredni uczestnik napadu. Sprawa wciąż nie jest zamknięta.

>>> Przeczytaj także: "Dziki Zachód na stacji w Krajniku Dolnym"

Ciekawostka. Przed 18 laty obrabowany Stanisław T., szukając sprawiedliwości na własną rękę, zgłosił się do Marka M. "Oczka", rządzącego w latach 90. przestępczymi interesami Szczecina. Ten za 100 tys. zł zaliczki i udział w łupie podjął się odzyskać zrabowane biznesmenowi pieniądze. Niedługo potem policjanci na farmie gangstera Pawła S. znaleźli zmaltretowanego byłego boksera, uczestnika skoku na właściciela stacji paliw. Torturowali go ludzie "Oczka", aby wydobyć informacje na temat miejsca ukrycia łupu. Koniec końcem ludzie "Oczka" zrabowane pieniądze odzyskali, ale nie dotrzymali słowa: Stanisław T. stracił i milion marek i sto tys. zł zaliczki, którą wziął "Oczko".

W listopadzie 1999 r. ten sam Stanisław T. kolejny raz stał się ofiarą napadu. Kiedy wysiadał z samochodu na własnej stacji benzynowej z torbą gotówki (w środku było 800 tys. zł i 90 tys. euro), czekało na niego trzech mężczyzn, którzy przyjechali na stację passatem. Jeden z nich wyrwał mu torbę z rąk. Podczas ucieczki ścigany przez ofiarę napadu passat wypadł z drogi, a jego pasażerowie uciekli do Niemiec przez pobliski most.

Niedługo po napadzie policja dostała cynk o audi A4 stojącym na leśnej drodze. Kiedy funkcjonariusze sprawdzili jego numery, okazało się, że samochód jest zarejestrowany na siostrę znanego gangstera. Policjanci zatrzymali dziewczynę, a potem jej przyjaciela Artura G. "Oprycha". Oskarżono go o napad, a sąd skazał go na sześć lat więzienia. Artur G. nie wydał swoich wspólników, a Stanisław T. – kolejny już raz – nie odzyskał pieniędzy.

Policja jest przekonana, że za pierwszym i za drugim razem Stanisław T. został przez kogoś "wystawiony" gangsterom. Jego stacja, pod którą prawie cały czas stoi sznur niemieckich aut, to żyła złota. Według właściciela stacji jej dzienne obroty to 180-200 tys. zł. Mniej więcej dziesięć procent tego to zysk.